W Krakowie (i nie tylko)

Także krakowianie solidarni z oskarżonym Księdzem Tadeuszem Isakowiczem-Zaleskim

Posted by nfajw w dniu 4 Listopad 2011

Stowarzyszenie Solidarni 2010

zwraca się z prośbą o podpisywanie

apelu solidarności z oskarżonym

Księdzem Tadeuszem Isakowiczem-Zaleskim.

 

Kto jak kto, ale krakowianie nie powinni być obojętni na ten apel. 

Poparcie należy nadsyłać na adres:

redakcjaSolidarni2010@gmail.com

wpisując w tytule:

Solidarny z ks. Isakowiczem-Zaleskim.

Solidarni z oskarżonym Księdzem Tadeuszem Isakowiczem-Zaleskim

Wyrażamy swoją głęboką solidarność z Księdzem Tadeuszem Isakowiczem –Zaleskim, który całym swoim życiem i kapłańską posługą dał przykład braterskiej jedności z prześladowanymi, odrzuconymi, ubogimi, niepełnosprawnymi oraz tymi, o których nikt się nie upomniał przez długie dziesięciolecia – tysiącami bezimiennych ofiar stalinizmu i nacjonalizmu na wschodnich Kresach Rzeczpospolitej.

Bezinteresowna, heroiczna walka o Prawdę w życiu Kościoła i polskiego społeczeństwa przysporzyła Ks. Tadeuszowi wielu przyjaciół, ale i rozlicznych wrogów – jawnych i ukrytych.

Dowodem na ich determinację jest prześladowanie, jakiemu poddany został Ksiądz Tadeusz – świadek Prawdy – przez byłego oficera wywiadu komunistycznego i służby bezpieczeństwa podpułkownika Edwarda Kotowskiego o ps. “Pietro”, który w latach 1979 – 1983 zajmował się inwigilacją polskich duchownych w Watykanie jako pracownik komunistycznego wywiadu.

Niczym w czasach PRL-u Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski jest prześladowany przez agenta „Pietro” za głoszenie prawdy o jego niechlubnej roli w walce z Kościołem. Ppłk E. Kotowski wytoczył Księdzu Tadeuszowi proces karny na podstawie artykułu 212 par.2.kk – reliktu prawa epoki komunistycznego totalitaryzmu. Artykuł ten został uchwalony w stanie wojennym i władzom stanu wojennego służył do walki z wolnością słowa. Wedle orzecznictwa Europejskiego Trybunału Praw Człowieka artykuł 212 kk jest ingerencją w wolność słowa i w nie ma nic wspólnego ze współczesnymi europejskimi standardami ochrony swobody wypowiedzi, w których nie karze się za słowa, tym bardziej – za słowa prawdy.

Mija 30 lat od ogłoszenia stanu wojennego, żyjemy w demokratycznej Polsce, a nadal niezależna myśl dziennikarska musi stawiać czoła tym samym ludziom, którzy wówczas służalczo zdradzali swój naród, prześladowali niewinnych i dławili wszelkie przejawy wolności.

Nie możemy dopuścić do tego, by niezłomny Kapłan, prześladowany przed laty przez Służbę Bezpieczeństwa PRL-u , uznany za pokrzywdzonego w rozumieniu ustawy o IPN, czuł się dziś osamotniony w swoim głoszeniu Prawdy, by dawny funkcjonariusz SB mógł kierować przeciwko niemu oskarżenie na drodze procesu karnego.

W związku z procesem rozpoczynającym się 1 grudnia 2011r. okażmy solidarność z księdzem Tadeuszem Isakowiczem-Zaleskim, któremu grozi wyrok do 1 roku więzienia.

Zaprotestujmy przeciwko dalszemu obowiązywaniu artykułu 212 kk, który ma „kneblować usta” niewygodnym głosicielom Prawdy o mrocznych czasach SBeckiej dominacji nad Narodem.

Zwracamy się z prośbą o podpisywanie apelu solidarności.

Państwa poparcie, jeśli to możliwe z kilkoma zdaniami komentarza, prosimy nadsyłać na adres:

redakcjaSolidarni2010@gmail.com

wpisując w tytule: Solidarny z ks. Isakowiczem-Zaleskim.

Odpowiedzi: 37 to “Także krakowianie solidarni z oskarżonym Księdzem Tadeuszem Isakowiczem-Zaleskim”

  1. Henryka Kramarz powiedział/a

    Jak mogą atakować uczciwego człowieka, czy za to, ze jest prawdomówny, czy za to, że jest księdzem, czy za to, ze służy niepełnosprawnym? H.K.

    • Bronisław Dykiel powiedział/a

      ubek się broni przed oszczerstwami popa Zalewskiego, że przygotowywał zamach na JPII; złodzieja nie wolno oskarżać o morderstwo, jeśli nie był morderca.. Jasne?

      • brak podpisu elektronicznego powiedział/a

        I to jest najkrótsza i najmądrzejsza ocena stanu faktycznego i prawnego sprawy.Gratuluję!
        koenig

    • brak podpisu elektronicznego powiedział/a

      Re:Solidarni z ks. Isakowiczem-Zaleskim
      Autor: koenig
      11-08-2011 07:55
      Jest to ogromne zakłamanie i hipokryzja. Ksiądz prześladuje oficera “Pietro” od ponad trzech lat. Pomawia go o najgorsze rzeczy, a w tym i o udział w zamachu na życie papieża Jana Pawła II-go, a teraz ubiera się w szatki prześladowanego. Takiej obłudy już dawno nie widziałem. ! grudnia 2011 r. ci, co solidaryzują się z nim będą tego się wstydzić, gdyż publikacje mass-medialne wykażą prowokacyjne świństwo, jakie uczynił. Nie wiadomo w imię czego i na czyje polecenie. A to jest wątek bardzo ciekawy i zaskakujący, ale chyba nie dla niego. Pozdrawiam. koenig

    • brak podpisu elektronicznego powiedział/a

      SKANDALICZNY KONIEC UROJONEGO MITU….

      Każda, nawet najdłuższa historia, ma swój koniec. Otóż, okazuje się, w świetle dokumentów archiwalnych, znajdujących się w archiwum IPN-u, że kilka lat po zamachu na życie Jana Pawła II-go, który, jak powszechnie wiadomo, miał miejsce 13 maja 1981 roku, pewien dyplomata-oficer, spotykał się w Sekretariacie Stanu Stolicy Apostolskiej, z pewnym monsignore, wówczas prałatem, a dzisiaj kardynałem, emerytowanym prefektem jednej z najważniejszych kongregacji watykańskich. Odbywają się miłe i kurtuazyjne rozmowy, a ten oficer, mój następca, opisuje w swoich notatkach rozkład zajęć papieża, czy przebieg audiencji papieskich, co ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, kilkadziesiąt lat później, przypisał mnie oraz kontaktowi informacyjnemu polskiego wywiadu o pseudonimie „Prorok”, którego nie znałem i nigdy nie byłem jego oficerem prowadzącym i do dzisiaj nie wiem kto nim był. Według księdza lustratora miało to mieć miejsce przed 13 maja 1981 r., a więc przed zamachem na Jana Pawła II-go. Moją misję w Watykanie zakończyłem 15 października 1983 r., a mój następca objął ją z tym samym dniem i kontynuował przez niemal 5 następnych lat. Zwracam na to uwagę, bo samo rozpoczęcie jego misji odbyło się już w ponad 2 lata po owym dramatycznym wydarzeniu, jakim był zamach na polskiego papieża.
      W dodatku informacje spisane z owych rozmów, to kwestie powszechnie znane tym wszystkim, którzy nawet w niewielki sposób interesują się Watykanem i nie zawierają żadnych rewelacji. Ten monsignore przyjmował go zapewne grzecznie, z wrodzoną sobie uprzejmością i otwartością, jakiej okazywanie przystoi przedstawicielowi dyplomatycznemu akredytowanemu przy Stolicy Apostolskiej i co było powszechną normą w kurii rzymskiej. Znałem osobiście tego monsignore i wiem, co piszę. Ów monsignore zapewne nie spodziewał się, że tenże oficer i dyplomata w jednej osobie, to wszystko, co przecież nie stanowiło jakiejkolwiek tajemnicy, później, w jakimś celu detalicznie opisze i opatrzy klauzulą „tajne”, czy może „tajne specjalnego znaczenia”. Gdyby to zrobił jako dziennikarz (z wykształcenia jest dziennikarzem) to nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego. Zrobił to jednak jako oficer wywiadu i to rodzi pewien problem. Czy nie miał o czym pisać? Czy był beznadziejnie bezrefleksyjny? No, ale są to pytania do tego oficera, którego nazwiska, ani kryptonimu, z ostrożności procesowej, nie ujawnię. Niech to zrobią ci, którzy mnie pomówili. Niech zobaczą na czym polegał ich błąd. Jeśli to był tylko błąd? Dokumenty czekają w archiwum IPN-u w Warszawie !
      A więc nie oficer „Pietro,”ale inny oficer! Nie od „Proroka”, ale od pewnego monsignore ! Nie przed zamachem, a po zamachu! Tak, jak w pewnym dowcipie rosyjskim, przypisywanym radiu Erewań: „Otóż, rozeszła się wiadomość, że w Odessie, na Placu Głównym, rozdają za darmo rowery ! Okazało się jednak, że „Nie w Odessie, ale w Moskwie ! Nie na Placu Głównym, ale na Placu Czerwonym ! Nie rozdają, ale kradną !”
      Być może jakieś inne źródło, jakiemuś innemu oficerowi-dyplomacie, ujawniło jaki jest „wystrój pokoju prywatnego, w którym papież przebywał najczęściej” oraz „informowało bardzo szczegółowo, mówiąc, jaki kolor ma obicie krzesła, na którym siedział papież”, „co papież najczęściej jadał”, „jakie zażywał lekarstwa”, a także to i owo o papamobile. Może byli i tacy, którzy informowali o opiniach polskich księży pracujących w Watykanie o kapelanach „Solidarności”, a przede wszystkim o ks. Jerzym Popiełuszce, po zamordowaniu, tj. wtedy, gdy ja już od ponad roku przebywałem w Polsce, a nie w Rzymie. Tylko co ja mam z tym wspólnego? Może w archiwum IPN-u znajdą się i takie dokumenty, jak te, które obrazują rozmowę owego oficera dyplomaty z owym monsignore? I wtedy znowu będzie, jak w tym rosyjskim dowcipie o rowerach rozdawanych za darmo, na Placu Głównym w Odessie!
      I taki jest epilog ! I z tego powodu nie jest mi wcale wesoło ! I co tu mówić o rzetelności badawczej, jaką zaprezentowano w „Polska The Times” w dniu 30 stycznia 2009 roku, a więc niemal trzy lata temu! „Myli się” osoby, lata, oskarża publicznie niewinną osobę o czyny, które miały służyć przygotowaniu zamachu na papieża. A przecież podany na początku przykład pochodzi z lat późniejszych, z okresu już wiele lat po zamachu! „Myli się”, bo najpewniej odpowiadało to z góry założonej tezie:przypisać to wszystko osobie, która akurat była w Rzymie w okresie poprzedzającym zamach i w czasie zamachu. Bo przecież, te informacje, stworzone już po zamachu straciły aktualność i siłę rażącą w stosunku do oficera, który je zebrał i który był w Rzymie później. Nie sposób, czytając notatki napisane przez mojego następcę, nie zauważyć dat ich sporządzenia. A o”Proroku”, jako „najgroźniejszym agencie w Watykanie” zapomniano. I nawet pies z kulawą nogą nim się nie zajmuje. Oto, lustracja, w wydaniu polskim!
      I co na to Wielebny i Czcigodny Ksiądz, który, zapewne w pogoni za sławą, rozpowszechnił swoje „rewelacje„ po całym świecie? Czy ma poczucie, że wyrządził komuś wielką krzywdę? Czy poczucie dobrze spełnionego „obywatelskiego obowiązku?”
      Kończąc chciałbym wspomnieć i o tych wszystkich ludziach dobrej woli, którzy bezinteresownie, w czysto ludzkim odruchu,wiedząc, że nie mam ustawowego dostępu do archiwum IPN-u, a znajdując tam te szokujące dla nich dokumenty, i widząc naocznie, że zostałem pomówiony, udzielili mi wiedzy o takich dokumentach. Osoby te działały w imię prawdy. To są właściwi świadkowie prawdy. Były to często osoby, co do których, z racji ich miejsca zatrudnienia i poglądów politycznych, nigdy bym się tego nie spodziewał. Nie wymieniam nikogo z imienia i z nazwiska, aby nie narazić ich na szykany. Jestem tym osobom niepomiernie wdzięczny i zachowam ich w życzliwej i serdecznej pamięci na zawsze.
      Jeszcze tylko dodam, że w aktach sądowych Sądu Rejonowego dla Warszawy Mokotowa, o sygn.III K 71/10, informacja o rzeczywistej wartości „rewelacji” księdza znalazła się już w marcu 2010r. Niech Czytelnicy sobie dopowiedzą resztę. Moim skromnym życzeniem byłoby, aby przy tej okazji nauczanie papieża Jana Pawła II-go o wyzwalającej roli prawdy, znalazło spełnienie w realnych, codziennych postawach ludzkich, a nie w gołosłownych deklaracjach.

      ppłk dr Edward Kotowski, były oficer wywiadu,
      kryptonim „Pietro”

      Warszawa, 1 grudnia 2011 r.

    • brak podpisu elektronicznego powiedział/a

      Najbardziej aktualne komentarze o sprawie III K 71/10 można
      znaleźć tutaj:

      http://www.salon24.pl/user/55645,daned

      http://bukojer.salon24.pl/369491,zagadal-sie-z-dziennikarzami

      http://piotr.salon24.pl/370805,e-kotowski-vs-x-t-isakowicz-zaleski-rozprawa-jawna

  2. brak podpisu elektronicznego powiedział/a

    http://wpolityce.pl/wydarzenia/17336-solidarni-z-ks-isakowiczem-zaleskim-nie-mozemy-dopuscic-do-tego-by-niezlomny-kaplan-czul-sie-dzis-osamotniony

    kONIECZNIE, SKŁADAJĄC PODPIS ZAIRZYJ NA LINK, CO wyżej:

  3. brak podpisu elektronicznego powiedział/a

    http://niezalezna.pl/16428-esbek-oskarzyl-ks-isakowicza-zaleskiego

    A TAKŻE I NA LINK POWYŻSZY, TO SŁUSZNA WITRYNA.

  4. brak podpisu elektronicznego powiedział/a

    http://lustronauki.wordpress.com/2009/02/02/edward-kotowski/

    Prawdomówność Księdza została szeroko zapoznana we współczesnym świecie dzięki lustronauki.woordpress.com…..

  5. Jacek z Piotrkowa Trybunalskiego powiedział/a

    Dożyliśmy czasów gdzie wszelkiej maści szubrawcy, osoby poprawnie politycznie i zwykli pożyteczni idioci używają wymiaru sprawiedliwości III RP (niezlustrowanego) aby spotwarzać tych, którzy kiedyś i dziś stoją po stronie prawdy. Ksiądz Tadeusz ma być ich kolejną ofiarą, i właśnie przeciwko temu protestuję.

  6. brak podpisu elektronicznego powiedział/a

    A także i inny, ważny tygodnik katolicki.

    http://gosc.pl/komentarze/pokaz/227283

    A 1 grudnia 2011 r. zostanie upowszechniona zapewne przez wszystkie mass-media, gdyż zarówno Osoba, jak i głoszone przez Nią poglądy całkowicie na to zasługują.

  7. brak podpisu elektronicznego powiedział/a

    NIECH MILI I GOŚCINNI KRAKOWIANIE PRZECZYTAJĄ I tutaj:

    http://biznes.onet.pl/forum.html?&hashr=1#forum:NCwzMjQsMTEsMTE2NDUxMDIsLTEsMCwwLGZvcnVtMDAxLmpz

    WSZAK PRAWDY NIE JEST NIGDY ZA WIELE, W NASZYCH TRUDNYCH CZASACH I “w tym nieszczęśliwym naszym kraju” (sformułowanie za red. S.Michalkiewiczem, którego pozdrawiam).i

  8. brak podpisu elektronicznego powiedział/a

    MOŻNA TEŻ PRZECZYTAĆ I TUTAJ, BO PRAWDZIE TRZEBA POZWOLIĆ ZAMIESZKAĆ W SOBIE, BO ONA NAS WYZWOLI Z GRZECHU, KŁAMSTWA I OBŁUDY:

    http://wpolityce.pl/dzienniki/dziennik-ks-isakowicza-zaleskiego/15161-tupet-oskarzyciela-taka-jest-postawa-esbekow-ktorzy-dzieki-ukladowi-okraglego-stolu-nie-poniesli-zadnych-konsekwencji

  9. brak podpisu elektronicznego powiedział/a

    Polskie Radio też zamieściło ciekawe komentarze:

    http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/443928,Bez-ugody-ws-Isakowicz-vs-pulkownik-wywiadu-PRL

  10. brak podpisu elektronicznego powiedział/a

    JEŚLI PANI HENRYKA KRAMARZ DOCZYTA TO WSZYSTKO DO KOŃCA (łącznie z komentarzami!!!) I NIE STRACI CIERPLIWOŚCI, TO DALSZY CIĄG PRZECZYTA, CHYBA W NIEMAL WSZYSTKICH MASS-MEDIACH, W DNIU 1 GRUDNIA 2011 ROKU. RZECZ JASNA, JEŚLI KSIĄDZ STAWI SIĘ NA ROZPRAWIE. GDYBY JEDNAK, Z WAŻNYCH PRZYCZYN NIE STAWIŁ SIĘ, TO PRZECZYTA TO TYLKO KILKA DNI PÓŹNIEJ. ZAPEWNE WTEDY DOJDZIE DO WŁAŚCIWYCH I SŁUSZNYCH WNIOSKOW, BO PRAWDA JEST NIE TYLKO WYZWALAJĄCA ALE I POWALAJĄCA .Pozdrowienia.

  11. brak podpisu elektronicznego powiedział/a

    WSZYSTKO DORADZAŁBYM CZYTAĆ Z KOMENTARZAMI. A NAWET GŁÓWNIE KOMENTARZE, BO ARTYKUŁY SĄ PISANE NA JEDNO KOPYTO I WYNIKA Z NICH, ŻE KSIĄDZ DZISIAJ MA WSTRĘT DO NAPISANIA TEGO, CO GŁOSIŁ NIEMAŁ TRZY LATA TEMU. WIDAĆ PRAWDA JEST WZGLĘDNA. JEŚLI TAK MYSLI I ROBI, TO NIECH TAK MYSLI I ROBI. TO W KOŃCU JEGO OSOBISTA SPRAWA, ALE NIE DO KOŃCA. NIE UDAŁO SIĘ TUTAJ POMIEŚCIĆ ADRESÓW DO INNYCH STRON WWW, BO REDAKCJA JEST UPARTA. TRUDNO! CZYTELNICY, JAK ZECHCĄ TO TE STRONY ZNAJDĄ Z ŁATWOŚCIĄ,. A NAJLEPIEJ ZACZĄĆ OD TEJ, GDZIE 3 LATA TEMU WSZYSTKO SIĘ ZACZĘŁO… Pozdrowienia dla Redakcji i Czytelników. koenig

  12. WM powiedział/a

    Znam osobiście ks. Tadeusza i muszę przyznać, że nie spotkałem – a żyję już na tym Bożym świecie sporo lat – drugiego tak szlachetnego, oddanego Bogu i Ojczyźnie człowieka i kapłana. Nie pierwszy raz przychodzi zmagać mu się z przeciwnościami. Swoją drogą to zakrawa na absurd i ponurą groteskę, by człowiek, który całe życie służył prawdzie i o nią walczył, musiał teraz stawać przed sądem, oskarżony przez kogoś, kto reprezentował system oparty na kłamstwie i przemocy. Nie o to walczyliśmy Księże Tadeuszu! Nieprawdaż? Ale badź spokojny. Rzesza ludzi jest u Twego boku i nie pozwoli, by ktokolwiek zrobił Ci krzywdę. A już na pewno nie jakiś postkomunistyczny, szatański pomiot (Boże odpuść) “Pietro” (kogokolwiek miałaby ta ksywa nie oznaczać). Trzymaj się Księże. A my poruszymy niebo i ziemię, by prawda i sprawiedliwość zatryumfowały. Tak w naszej Ojczyźnie, jak i w Chrystusowym Kościele. Twój Przyjaciel. WM

    • brak podpisu elektronicznego powiedział/a

      I bardzo dobrze, jeśli “prawda i sprawiedliwość” w tej konkretnej sprawie “zatryumfują”. Tu bowiem nie chodzi o całokształt działalności księdza, ale o bardzo konkretną sprawę, t.j.o pomówienie kogoś o czyn bardzo ciężki, t.j. o współudział w organizowaniu zamachu na życie Jana Pawła II – go, który zapewne patrzy z góry na osoby tego dramatu i na kibicujących księdzu i nie może się nadziwić, że nie prawda jest najwazniejsza, ale “całokształt zasług” i obrzucanie “szatańskiego pomiotu” “Pietro”"wyzwiskami. Oj, daleko zostaliśmy w tyle za Jego nauczaniem. Jeśli “WM” uważa, że tak dobrze, to jaką on ma moralność? koenig

    • brak podpisu elektronicznego powiedział/a

      Zapomniałem się odnieść do wątku: ” nie oto walczyliśmy”. Czyż wynika z tego, że walczyliście o to, aby was nie obowiązywało prawo, jak wszystkich? Czy o to, aby byli “nadludzie” , “ludzie” i “podludzie”? Jeśli tak, to ogłoście to na swoich sztandarach i sprawa będzie jasna, że “szatańskie pomioty, jak “Pietro”" mają się stąd wynieść, albo będą poddani eksterminacji fizycznej. Proszę się nie bać i to ogłosić wszem i wobec! Pokażcie, jaka jest wasza moralność i jak daleko zostaliście w tyle za Janem Pawłem II-gim.” koenig

      • brak podpisu elektronicznego powiedział/a

        Jeśli Ksiądz ma takich przyjaciół jak ów “WM”, to mu sie dziwię, a wielu sprawom podnoszonych przez księdza już się nie dziwię: “Z kim przystajesz, takim się stajesz!” (przysłowie). koenig

    • brak podpisu elektronicznego powiedział/a

      NALEŻY ZAKŁADAĆ, ŻE BÓG, OWEMU “WM” JEDNAK NIE ODPUŚCI, BO GRZESZY ŚWIADOMIE I NA PIŚMIE. ODNOSZĄC TO DO NORM PRAWNYCH LUDZKICH I ZIEMSKICH, KTÓRE, JAK POWSZECHNIE WIADOMO, DANE SĄ PRZEZ BOGA, MAMY TU DO CZYNIENIA Z TZW. Dolus directus. CO TO JEST, NIECH ON SOBIE PRZECZYTA, GDZIE TRZEBA, ZANIM BĘDZIE DALEJ GRZESZYĆ ŚWIADOMIE I NA PIŚMIE.

      • brak podpisu elektronicznego powiedział/a

        DO “WM” , ABY SIĘ ZASTANOWIŁ:
        :

        1).CZY KTOŚ KTO ZŁAMAŁ ÓSME PRZYKAZANIE DEKALOGU: “Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu ” I NIE NAPRAWIŁ KRZYWDY, JEST NADAL PRAWYM CZŁOWIEKIEM I CHRZEŚCIJANINEM ?

        2).A JAK ZŁAMIE PIĄTE PRZYKAZANIE DEKALOGU I ZABIJE, TEŻ NADAL BĘDZIE PRAWYM CZŁOWIEKIEM I CHRZEŚCIJANINEM ? (Można zabijać na raty: najpierw zadać śmierć cywilną, a potem sytuacja może się rozwinąć, przy udziale innych).

        3) CZY WÓWCZAS MINIONE I OBECNE ZASŁUGI, SAME PRZEZ SIĘ, “ROZGRZESZAJĄ” GO Z TEGO RAZ I NA ZAWSZE ?

        4) CZY WIE, KTO, I GDZIE, POWIEDZIAŁ: “Pierwsi bedą ostatnimi, a ostatni pierwszymi”?

      • brak podpisu elektronicznego powiedział/a

        1).JAK TO JEST, ŻE KSIĄDZ, KTÓRY POMÓWIŁ NIEWINNEGO CZŁOWIEKA I UDZIELA WSPARCIA (na swoim blogu) RÓŻNYM AKCJOM GO WSPIERAJĄCYM, NIE JEST DYSCYPLINOWANY PRZEZ SWOICH PRZEŁOŻONYCH BEZPOŚREDNICH:
        a).KARD. KAZIMIERZA NYCZA (przełożonego obrządku ormiańskiego w Polsce),
        b). KARD.STANISŁAWA DZIWISZA (ordynariusz miejsca)?

        A KSIĘDZU ADAMOWI BONIECKIEMU, JEGO PRZEŁOŻENI ZAKONNI NATYCHMIAST SKUTECZNIE ZAMKNĘLI USTA ZA WYPOWIEDZI NIE MAJĄCE CHARAKTERU CZYNU ZABRONIONEGO W ŚWIETLE PRAWA KARNEGO, JAK TO SIĘ DZIEJE W PRZYPADKU OMAWIANYM. DLACZEGO TAKA RÓŻNICA W PODEJŚCIU DO SPRAWY?

        2).CZY W WYNIKU NAGONKI NA POKRZYWDZONEGO PRZEZ KSIĘDZA MUSI SIĘ WYDARZYĆ COŚ, CO PORUSZY SUMIENIE PAPIEŻA BENEDYKTA XVi-GO, ABY NASTĄPIŁA TAKA REKACJA ?

        OPINIA PUBLICZNA OCZEKUJE ODPOWIEDZI NA TE PYTANIA, KTÓRE W KOŃCU KTOŚ MUSIAŁ POSTAWIĆ.
        koenig

      • brak podpisu elektronicznego powiedział/a

        Czytałem ten komentarz już na wielu portalach. Rzeczywiście jakaś odpowiedź powinna paść na te pytania. koenig

      • brak podpisu elektronicznego powiedział/a

        Z “Polska The Times”:
        Oficer wywiadu…
        enter (gość) 07.11.11, 08:26:22
        I TO JEST CIEKAWA SYTUACJA, KTÓRA WYJAŚNI CZY:

        “OGON “RZĄDZI” KOTEM CZY KOT OGONEM” (znane porzekadło

      • brak podpisu elektronicznego powiedział/a

        Warto, aby popierający, zapoznali się z właściwymi artykułami Kodeksu Karnego, zanim złożą swoje podpisy i napiszą komentarze mające charakter presji na pokrzywdzonego i jednocześnie świadka w sprawie karnej III K 71/10. Lepiej wiedzieć wczesniej w co się wchodzi, aniżeli później tego żałować.koenig

  13. WM powiedział/a

    Najpierw odniosę się do wypowiedzi (jeśli nie “wypocin”)niejakiego “koeniga”. Otóż, drogi przyjacielu, nie “podpieraj” się Osobą Jana Pawła II, bo – jak można wnioskować z Twojej wypowiedzi – nie bardzo znasz Jego nauczanie (o postawie moralnej już nie wspomnę). Gdybyś zaglądnął np. do homilii z IV pielgrzymki do Polski, to byś nie pisał takich głupot. Proponuję lekturę na długie jesienne wieczory. Zalecam też refleksję. Papież tam nie przebierał w słowach. Ja też nazywam rzeczy i osoby po imieniu. Trudno udawać i – jak to powiedział powien klasyk – “nazywać szambo perfumerią”. A nawiązując do wątku “walki”, to wydaje mi się, że 30 lat temu obowiązywały inne reguły, o których pewnie “koenig” nie pamięta. Jakoś do tej pory nie słyszałem, by z naszego kraju “wyniesiono” czy “zeksterminowano fizycznie” jakigokolwiek “Pietro” lub jemu podobnych. Natomiast bojownicy o prawdę i sprawiedliwość tułali się po świecie, wygnani ze swojej ojczyzny. A ile wycierpieli…? A ilu oddało życie…? Oj, krótką macie pamięć i bardzo wybiórczą moralność. I tutaj “ukłon” w stronę autora ostatniej wypowiedzi. Nie ucz mnie waść moralności, używając przy tym zwrotów, których – nie wiem – czy sam rozumiesz. Zadziwiające jest to, iż – stawiając się na miejscu P. Boga – zakładasz z góry, że takiej czy innej postawy mi On nie odpuści. Cóż za pewność siebie i wręcz cynizm. Może ten problem pozostaw mnie, mojemu spowiednikowi, a przede wszystkim Najwyższemu Sędziemu. Nie wyręczaj Go w tej materii, bo jest ona niezwykle delikatna. Nie uważam też, by zwrot “dolus directus” (dla nie wtajemniczonych: zamiar bezpośredni) miał w tej materii jakiekolwiek odniesienie. Dlatego, przyjacielu, dziękując za napomnienie, równocześnie je odwzajemniam. Ja stanąłem w obronie prawdy (reprezentowanej i głoszonej od zawsze przez ks. Tadeusza), która – jak może wiesz – jest obiektywna. Chociaż pewnie nie dla takich jak Ty. Mimo wszystko pozdrawiam. WM

    • brak podpisu elektronicznego powiedział/a

      To czy Bóg Tobie odpusci czy nie, to jest Jego sprawa. Ale żadnemu człowiekowi nie można ubliżać drugiemu i używać sformułowań typu: “szatanski pomiot” i w tej samej chwili prosić Boga, aby to odpuścił. Oznacza to bowiem grzech umyślny, a więc bardzo ciężki, a Stwórcę traktuje się instrumentalnie. Stąd to odniesienie do kategorii prawnych ludzkiego prawa karnego stanowi jedynie jakąś wskazówkę interpretacyjną. Niech Ci odpuści, bo jest miłosierny i łaskawy, ale więcej nie grzesz! Co wolno papieżowi, to zapewne nie Tobie i radziłbym nie przypisywać sobie takich kompetencji, bo zajdziesz w ciemny i mroczny las nienawiści, z którego wyjścia już nie ma. Ksiądz też nie potrzebuje takiegoż obrońcy, ponieważ prawda, jeśli taka jest, broni się sama i nie potrzebuje wsparcia przy użyciu niegodziwych inwektyw. Jak widac to “wsparcie” było chybione, bo spotkało się z mocnym odporem. Co do obiektywności tego, co głosi ksiądz w tej konkretnej sprawie, t.j.pomówienia oficera “Pietro” o udział w przygotowywaniu zamachu na życie Jana Pawła II-go, to przekonasz sie już w momencie rozpoczęcia procesu. Będzie to kubeł zimnej wody na głowy tych, co mu uwierzyli w tej sprawie, a przy okazji rzuci też wielki cień i na inne jego poczynania lustracyjne. Eksterminacja “moralna” jest często poprzedniczką eksterminacji fizycznej, więc lepiej nie używać słów, które budują dla tych obu eksterminacji pożywny klimat. Co do tych, co cierpieli, zginęli, wyjechali itp. , to mam nadzieję, że nie obciążasz za ich los oficera “Pietro”. Jest przecież odpowiedzialność indywidualna i jeśli ktoś indywidualnie do tego przyczynił się to niech za to odpowie.Co do nauczania papieża Jana Pawła II-go, to chcę skromnie stwierdzić, że ono jest tak wielkie i obszerne oraz wszechstronne, że chyba nikt nie może powiedzieć, że je zglębił. Z drugiej strony, ogół społeczeństwa nie stosuje go w codziennym życiu, co rzuca cień na skuteczność jego introdukcji przez stan kapłański, a na pewno temu przeszkadzają teksty pełne nienawiści, jakie wygłaszają pewni kapłani wobec swoich bliźnich oraz ich praktyczne, codzienne czyny, jakże dalekie od tego, co głosił papież. Szkoda, że osoby, które mienią się ich przyjaciółmi nie pomagają im w powrocie na drogę prawdy, ale wspierają w podążaniu dróżką, która prowadzi w przeciwnym kierunku. Pozdrawiam, bez “mimo to”. koenig (“niejaki”).

  14. Bronisław Dykiel powiedział/a

    jednak popowi Zalewskiemu nie wolno oczerniać nawet ubeka, jeśli nie jest on winny w sprawie przygotowywania zamachu na JPII…

    • brak podpisu elektronicznego powiedział/a

      I znowu Pan Bronisław Dykiel jasno i dosadnie potwierdził oczywistą normę moralną, którą tak przejrzyście definiuje Dekalog w ósmym przykazaniu: “Nie mów fałszywego świadectwa przeciwko bliźniemu swemu”. Czyżby ksiądz nie znał i nie przestrzegał Dekalogu? A przecież Stwórca dał go ludzkości, poprzez Mojżesza, na górze Synai, aby ludzie stosowali te przykazania, a życie stałoby się znośniejsze . Kto, jak kto, ale ksiądz powinien szanować wszystkie boskie przykazania i dawać tego przykład wiernym. Jeśli tego nie robi, to zaprzecza swojej misji, powołaniu, czy jak to nazwać.Ludzie mu wybaczą, jeśli ukorzy się i przyzna, że popełnił grzech nie tylko przeciwko człowiekowi, którego ciężko skrzywdził, ale i przeciwko Bogu.Inna postawa jest niegodna kapłana. koenig

  15. brak podpisu elektronicznego powiedział/a

    Warto przeczytać, ale wszystko, wraz z komentarzami – i do samego końca:

    http://odwagacywilna.nowyekran.pl/post/37791,najnowszy-plan-spotkan-ks-tadeusza-isakowicza-zaleskiego

  16. brak podpisu elektronicznego powiedział/a

    Ponieważ ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, w dniu dzisiejszym, na swoim blogu, wprowadza w błąd Czytelników, że przegrałem proces z art. 212 & 2 kk, wytoczony red. Andrzejowi Godlewskiemu i red. Pawłowi Fąfarze, przeto nie pozostaje mi nic innego, jak wypowiedzieć się publicznie w tej sprawie. Nota bene, czyżby ksiądz miał jakieś wyprzedzające informacje ze źródła? Sprawa dotyczącą pomówienia mnie przez znanego dziennikarza, Andrzeja Godlewskiego, niegdyś w „Polska The Times”, obecnie w TVP I, o zbieranie informacji służących przygotowywaniu zamachu na życie Jana Pawła II-go,jeszcze się przecież nie zakończyła, więc radosne i przedwczesne ogłaszanie mojej przegranej jest wyjątkowo niefortunne. Okoliczności tego pomówienia, a także procedowanie sądowe w tej sprawie najlepiej przedstawi treść mojego Zażalenia na Postanowienie sądu mokotowskiego o umorzeniu postępowania, w sprawie, która – bagatela – spoczywała w tym sądzie od ponad roku.

    A oto treść tego dokumentu:

    „dot. sprawy sygn. akt: III K 1174/10
    Sąd Rejonowy dla Warszawy Mokotowa
    III Wydział Karny
    ul. Ogrodowa 51 a
    00-873 WARSZAWA

    Z A Ż A L E N I E
    na Postanowienie Sądu Rejonowego dla Warszawy Mokotowa III Wydział Karny, z dnia 27 października 2011 r., w sprawie o sygn. akt: III K 1174/10. (Tekst Postanowienia otrzymany w dniu 17 listopada 2011 r., przesyłką pocztową, nadaną w dniu 16 listopada 2011r. w Urzędzie Pocztowym WARSZAWA 41)
    Zażalenie złożono w trybie art.459 & 1 kpk.

    U Z A S A D N I E NI E
    Przedmiotowe Postanowienie, moim zdaniem, winno być uchylone, gdyż do jego wadliwego wydania i sporządzenia, w dużej mierze przyczyniły się uchybienia Sądu Rejonowego dla Warszawy Mokotowa, III Wydział Karny, wyrażające się w nieprzestrzeganiu stosowania prawa procesowego, czy wręcz ze stosowaniem procedur stanowiących obrazę poszczególnych artykułów Kodeksu Postępowania Karnego.
    I tak:
    Postępowanie sądowe w sprawie III K 1174/10, począwszy od posiedzenia sądu odbytego w dniu 26 lipca 2011r., jako posiedzenia pojednawczego, odbywało się z naruszeniem zasad przewidzianych w Kodeksie Postępowania Karnego. Na tymże posiedzeniu oskarżonego Pawła Fąfarę, pod jego nieobecność, reprezentował aplikant adwokacki – Andrzej Potasz. Drugi oskarżony – Andrzej Godlewski nie stawił się, gdyż nie został prawidłowo zawiadomiony o posiedzeniu, ani też nie reprezentował go jakikolwiek pełnomocnik. W tej sytuacji zamiast odroczyć posiedzenie, co byłoby wyjściem najbardziej logicznym, Sędzia SR Michał Piotrowski, przystąpił do swoich czynności w stosunku do oskarżonego Pawła Fąfary w aspekcie możliwości jego pojednania z oskarżycielem prywatnym, w ramach wyznaczonego posiedzenia pojednawczego. Oskarżyciel prywatny wyraził zgodę na pojednanie i sformułował swoje warunki ugody. Ponieważ pełnomocnik oskarżonego wykluczył możliwość pojednania, motywując to tym, że jego zdaniem nie zachodzi taka potrzeba, gdyż nastąpiło przedawnienie sprawy, posiedzenie zostało zakończone konkluzją Sędziego, że koniecznym jest zbadanie tegoż faktu poprzez porównanie treści zawartych w sprawie III K 71/10 z treściami zawartymi w sprawie III K 496/10. Dodać należy, że przystępując do kwestii pojednania oskarżyciela tylko z jednym oskarżonym, doszło do nieformalnego wyłączenia ze sprawy o sygn. akt: III K 1174/10, sprawy oskarżonego Andrzeja Godlewskiego, co narusza dyspozycje art. 34 & 1 & 2 i & 3 kpk. Można, na podstawie art. 34 & 3 wyłączyć do odrębnego postępowania sprawę oskarżonego tylko wtedy gdy zachodzą uzasadnione okoliczności utrudniające łączne rozpoznanie sprawy. W takim przypadku wydaje się stosowne Postanowienie, czego nie było. Stanowi to więc obrazę artykułu 34 & 3 kpk. Fakt, że po powtórnym zawiadomieniu, stawił się pełnomocnik oskarżonego Andrzeja Godlewskiego ( w dniu 27 października 2011r.) świadczy o tym, że taka potrzeba nie zachodziła, a ów oskarżony nie utrudnia postępowania sądowego.
    Wg art. 495 & 1 kpk, w razie niedojścia do pojednania, Sędzia jest zobowiązany do skierowania sprawy na rozprawę główną, a w miarę możliwości od razu wyznacza jej termin, chyba, że zachodzi potrzeba skierowania sprawy na posiedzenie w celu innego rozstrzygnięcia. Ponieważ pełnomocnik oskarżonego Pawła Fąfary zgłosił wniosek o umorznie sprawy ( w
    odniesieniu do swojego klienta, którym wówczas był tylko Paweł Fąfara), więc oskarżyciel prywatny, a contrario, przesłał do Sądu Wniosek Dowodowy, datowany na 28 lipca 2011 r., na okoliczność tego, że przedawnienie nie nastąpiło.Na posiedzeniu w dniu 27.10.2011 r., Sąd podzielił stanowisko oskarżyciela prywatnego, że sprawa nie może być przedawniona i wniosek pełnomocnika został oddalony, a pełnomocnik nie wycofał negatywnego stanowiska swojego klienta w sprawie pojednania, wyrażonego 26 lipca 2011r.. Oznacza to, że to stanowisko stało się ostatecznie obowiązujące mimo że jego wniosek o umorzenie sprawy z powodu rzekomego przedawnienia nie ostał się. Zresztą problem ten nie zajął Sędziemu więcej aniżeli kilkanaście minut i jeśli jego intencją było to, aby 27. 10. 2011 r. był dniem przeznaczonym tylko na rozprawę główną, nawet w odniesieniu tylko do oskarżonego Pawła Fąfary, to to mogło się stać, ale jednak się nie stało. Dlaczego, tego Sąd nie ujawnił. Gdyby była inna intencja, to też nie zostałby spełniony wymóg art.495 & 1 kpk, w odniesieniu do oskarżonego Andrzeja Godlewskiego, z przyczyn podniesionych niżej, a nieformalne rozłączenie obu oskarżeń uzyskało praktyczne potwierdzenie. W ten sposób nastąpiła kolejna obraza prawa procesowego w odniesieniu do artykułu 495 & 1 kpk, w jego niezbędnym, łącznym stosowaniu w stosunku do obu oskarżonych, jeśli wcześniej, zgodnie z prawem, nie doszło do wyłączenia tej sprawy z postępowania sądowego o sygn.akt: III K 1174/10.
    Co więcej, zaniechano posiedzenia pojednawczego, o którego celowości zadecydowano już w dniu 25 marca 2011 r., wyznaczając jego termin na 16 maja 2011 r., także i w odniesieniu do oskarżonego Andrzeja Godlewskiego. Mimo, że jego pełnomocnik był obecny w dniu 27.10.2011 r. i przedstawił pełnomocnictwo, udzielone mu przez tegoż oskarżonego, do rozpoczęcia i zrealizowania procedury pojednawczej jednak nie doszło, bo Sąd tę kwestię po prostu zignorował nie prezentując jakiegokolwiek stanowiska w tej sprawie. To z kolei jest sprzeczne z art. 489 & 1 kpk i stanowi jego obrazę. W świetle przepisów kpk nie można się bowiem cofnąć do sytuacji sprzed obowiązującej decyzji procesowej bez jej formalnego odwołania, w razie zajścia nowej, niespodziewanej sytuacji prawnej, o czym wszystkie strony procesowe winny być zawiadomione w sposób wymagany przez kpk, czego przecież nie było.
    Jak wiadomo ideą leżącą u podstaw Kodeksu Postępowania Karnego jest ustalenie pewnych trwałych i przewidywalnych reguł postępowania procesowego, aby strony tego postępowania nie były zaskakiwane nieoczekiwanymi zmianami jego trybu, gdyż to nie sprzyja obiektywnemu podejściu do kwestii ustalania prawdy materialnej i rodzi podejrzenia o stronniczość Sądu.
    Za to Sędzia, z własnej inicjatywy, bez zapowiedzi i ku zaskoczeniu oskarżyciela prywatnego i pełnomocnika obu oskarżonych, w dniu 27.10.2011 r., wydał natychmiastowe Postanowienie o umorzeniu postępowania, tworząc ad hoc własną interpretację Aktu Oskarżenia, bez możliwości jego odczytania i własną interpretację treści pomawiającego artykułu oskarżonego Andrzeja Godlewskiego oraz nagrania video, będących przedmiotem sprawy; wchodząc niejako w rolę jego obrońcy. Nie dał też, w ten sposób, możliwości wypowiedzenia się stronom w tej kwestii, a przede wszystkim oskarżycielowi prywatnemu i jednocześnie pokrzywdzonemu. Postanowienie o umorzeniu sprawy na mocy art. 17 & 1 pkt 2) kpk, mogłoby być – teoretycznie – możliwe przed rozstrzygniętym posiedzeniem pojednawczym, na etapie wstępnym postępowania. Tym bardziej, że już wówczas podstawowy materiał dowodowy zgromadzony był w zasadzie w komplecie i nic nowego, świadczącego na korzyść oskarżonych w nim nie zaszło, a wręcz odwrotnie – na niekorzyść. Cofanie się do sytuacji sprzed posiedzenia pojednawczego i niemal rok wstecz, jest manewrem dziwnym i świadczy o tym, że Sędzia albo uważnie nie analizował sprawy wcześniej, albo obecnie zaistniały jakieś inne przesłanki, być może pozaprawne, aby teraz to uczynić. Ciekawym elementem jest i to, że na wokandzie wywieszonej na drzwiach sali rozpraw nie znajdowała się jakakolwiek informacja o zmianie tematu posiedzenia Sądu, chociaż, co prawda, była sformułowana ogólnikowo: „art. 212 & 2 kk, oskarżony A. Godlewski” (odtwarzam z pamięci i być może niedokładnie). Oznaczałoby to, że sprawa P. Fąfary nie miała być w tymże dniu w ogóle rozpatrywana, co mogło być logiczne, jako, że posiedzenie pojednawcze w jego sprawie zostało już prawomocnie zakończone 26 lipca 2011r.. A mimo to, decyzję i w jego
    sprawie (o umorzeniu) podjęto także w dniu 27.10.2011r.. Trudno też uznać, aby działanie Sędziego wyczerpywało zasady proceduralne tzw. rozprawy głównej, na której powinni być obecni wszyscy oskarżeni, aby mogli złożyć osobiście wyjaśnienia i odpowiedzieć na pytania oskarżyciela prywatnego. Tego typu postępowanie narusza zaufanie do Sądu i nie najlepiej świadczy o konsekwentnym przestrzeganiu przez Sąd procedur określanych przez kpk. Ponadto naraziło ono oskarżyciela prywatnego na dodatkowe koszta procesowe i uciążliwe dojazdy z odległego miejsca zamieszkania. Jeśli analiza w końcu mało skomplikowanej sprawy faktycznej i prawnej zabiera Sądowi aż tak wiele czasu, to mija się z celem jakiekolwiek zwracanie się doń nie tylko z prywatnym aktem oskarżenia.
    Trzeba zaznaczyć, że przed podjęciem owej niezrozumiałej dla oskarżyciela prywatnego deczyzji Sądu, udało się mu, nawiązując do przywoływanego Wniosku Dowodowego z 28 lipca 2011 r., stwierdzić przed Sądem, co następuje:
    „Koincydencja pewnych faktów, o których mowa w sprawie, świadczy o tym, że istniał zamiar pokazania mnie opinii publicznej w kontekście zamachu na życie Jana Pawła II-go. I tak:
    1). Artykuł oskarżonego Andrzeja Godlewskiego „Esbecy jako świadkowie prawdy”, w wersji gazetowej ukazał się 29.01.2009 r., a w wersji internetowej był uzupełniony 30.01.2009 r.;
    2). W tym samym dniu, t.j. 29.01.2009 r., redakcja „Polski The Times” umieściła nagranie video z wypowiedzią oskarżonego Andrzeja Godlewskiego w serwisie YouToube. Z treści tego nagrania, dołączonego do aktu oskarżenia wynika, że oskarżony pomówił mnie o obecność na Placu Św. Piotra w czasie zamachu na życie Jana Pawła II-go, co nie odpowiada historycznej prawdzie i w odbiorze publicznym posądził mnie, w ten sposób, pośrednio, o udział w zamachu;
    3). W dniu 30.01.2009 r. redakcja „Polski The Times” umieszcza osławiony wywiad z ks. Tadeuszem Isakowiczem – Zaleskim, w którym on dopowiada hipotezę o moim udziale w zorganizowaniu zamachu. Twierdzi, że byłem oficerem prowadzącym kontakt informacyjny wywiadu o pseudonimie „Prorok”.
    W ten sposób redakcja „Polski The Times” stworzyła całościowy obraz na temat mojego rzekomego udziału w zamachu. W świetle dokumentacji archiwalnej IPN-u, okazało się to konfabulacją i, nietety, strasznym pomówieniem.”
    Słowa te, przypominam, wypowiedział oskarżyciel prywatny w kontekście swojego Wniosku Dowodowego z 28 lipca 2011 r., po czym została zarządzona kilkunastominutowa przerwa, a po jej zakończeniu doszło do wydania tego kuriozalnego ustnego postanowienia o umorzeniu sprawy. (Dodam, że oskarżony Paweł Fąfara, obecnie oskarżony, w czasie, gdy powstały zaskarżone wypowiedzi pełnił funkcję redaktora naczelnego „Polski The Times”,co usprawiedliwiało wypowiedzenie tego oświadczenia, jako, że ilustrowało klimat powstania pomawiających treści).

    Przechodząc do kwestii szczegółowszego ustosunkowania się do treści pisemnego uzasadnienia Postanowienia o umorzeniu postępowania, z dnia 27.10 2011r. chcę się odwołać do treści artykułu oskarżonego Andrzeja Godlewskiego w kontekście jego „prawdziwości” w odniesieniu do fragmentu wiążącego się z zamachem na papieża. Otóż, oświadczam, że nigdy nie zbierałem przypisywanych mi informacji, łączących się, w jakiś sposób, z przygotowywaniem zamachu. A mimo to, oskarżony stwierdza m.in., że: „(…)W rozmowie z „Polską” ks. Isakowicz mówi, jak groźnym oficerem był „Pietro”.Jego informatorzy mieli bezpośredni dostęp do papieża. Wywiad PRL potrzebował nawet pozornie nieważnych wiadomości, które wykorzystywano w walce z Kościołem. Czy łatwiej wejść na teren Watykanu z krawatem, czy bez? Na kogo gwardia szwajcarska ma baczniejsze oko? Kiedy i które miejsca parkingowe są wolne? Co robić, gdy popsuje się watykański bankomat i wyświetlą się komunikaty po łacinie? (…)”. I dalej, odnosząc się do artykułu Katarzyny Wiśniewskiej w „Gazecie Wyborczej”, która „dworowała” z lustracyjnej pasji księdza, dodaje: „(…) Ciekawe, czy informacje o roli „Pietro”będą dla niej równie zabawne?(…).” Dodać trzeba, że swoje ”rewelacje”, ale inne, aniżeli powyższe, ks. Isakowicz – Zaleski publikuje w „Polska The Times” w dniu 30.01.2009 r,. a oskarżony Andrzej Godlewski zupełnie inne informacje umieszcza dzień wcześniej, jako publikowane w „ Polska The Times”. Nie ma więc mowy o ich cytowaniu, bo tych „informacji” ta gazeta, przynajmniej jawnie, nie opublikowała. Także i dlatego, że nie umieszcza tych zdań w cudzysłowiu, a to jest niezbędnym wymogiem do tego, aby w świetle Postanowienia Sądu Najwyższego, z dnia 30 września 2009 r., II KK 110/09, odpowiedzialność za te słowa spadła na cytowanego autora, a nie na cytującego. („W zakresie spraw publicznych cytujący cudzą wypowiedź zwolniony jest z odpowiedzialności karnej za zniesławienie(…).Po drugie, wypowiedzi te muszą być rzeczywistymi cytatami(…)”. Oskarżony Andrzej Godlewski, jako posiadający wyższe wykształcenie zapewne orientował się, na czym polega cytowanie czyjejś wypowiedzi i jak to graficznie zaznaczyć, a przede wszystkim, że należy podać dokładnie źródło cytowanych informacji, które siłą faktu muszą być uprzednio opublikowane.
    Oskarżyciela prywatnego dziwi postawa Sądu polegająca na stosowaniu opisu treści artykułu i wypowiedzi na nagraniu video oskarżonego, jako innej, bagatelizującej, aniżeli jest ona rzeczywiście i przypisywanie oskarżycielowi nadinterpretacji. Dodam, że oskarżyciel prywatny w ogóle tego tekstu nie interpretuje, ale jedynie przytacza jego treści o jednoznacznej wymowie pomawiającej oskarżyciela prywatnego o zbieranie informacji przydatnych do zorganizowania zamachu na papieża. Bo przecież zbieranie informacji, sugerowanych przez oskarżonego Andrzeja Godlewskiego, typu logistycznego, a nie politycznego , takich jak:,,czy łatwiej wejść na teren Watykanu z krawatem, czy bez?”; „na kogo gwardia szwajcarska ma baczniejsze oko?”;”kiedy i które miejsca parkingowe są wolne?”; „co robić, gdy popsuje się watykański bankomat i wyświetlą się komunikaty po łacinie?” nawet w opinii przeciętnie wyrobionego czytelnika musi się kojarzyć z przygotowaniami do zamachu. Trudno, aby takiej logicznej optyki, w kojarzeniu róznorodnych faktów, nie miał Sąd, uczulony, z definicji, na działania o kontekście przestępczym ? Jeśli tak nie jest, to to może tylko świadczyć o jego stronniczości w ocenie materiału dowodowego i o jego nadinterpretacji, ale na korzyść oskarżonych. Inaczej tej „logiki” myślenia Sądu i sposobu wyciągania konkludujących wniosków nie da się pojąć. Tym bardziej, że sam oskarżony Andrzej Godlewski, na początku tego samego akapitu, podkreśla, powołując się na nieznaną wypowiedź ks. T. Isakowicza-Zaleskiego, „jak groźnym oficerem był „Pietro”, co te logistyczne informacje sytuuje wyraźnie w kontekście przygotowywania zamachu na papieża i pośrednio użycie oceny nadinterpretacja jest doprawdy nie na miejscu. Z kolei opublikowanie przez oskarżonego, w nagraniu video, na serwisie YouTube wypowiedzi, że w chwili zamachu na Jana Pawła II-go oficer „Pietro” znajdował się na Placu Św. Piotra, a więc w miejscu i chwili zamachu, przesądza o całym kontekście sprawy i tłumaczenie się oskarżonego, podzielane przez Sąd, że w tym czasie na tym placu znajdowało się kilka tysięcy osób i nikt nie może z tej racji przypisywać im udziału w tym zamachu jest pokrętne, bowiem żadnej z tych kilku tysięcy osób nie wymienił po nazwisku. A „groźnego oficera” wywiadu „Pietro”, zbierającego logistyczne informacje, przydatne do zamachu, jednak wymienił z nazwiska i imienia. Przecież działo się to w określonych, ówczesnych okolicznościach medialnych, mających charakter nagonki (w związku z zamachem) na co Sąd jest wybitnie głuchy. Dla przeciętnie „rozgarniętego” czytelnika kontekst tych słów jest oczywisty, tak, jak i ich wymowa. Być może znane powiedzenie łacińskie: De gustibus non est disputandum, odnoszące się do sprawy poczucia piękna, za sprawą tegoż rozstrzygnięcia trzeba będzie odnosić i do norm moralnych, a nawet prawnych, bo przecież zbieranie informacji przydatnych do zamachu na życie innego człowieka, to zdaniem Sądu, to tylko jakaś zwykła, nic nie znacząca kwestia i nie jest pomówieniem, a więc de iure nie wyczerpuje znamiona przestępstwa zakreślonego stosownym artykułem KK. Jeśli tak, to z takim poczuciem gustu moralnego nie chciałbym mieć nic do czynienia. Nawet w sądzie ! Jeśli Sąd jest zdania, że działania na rzecz przygotowania zamachu na papieża polskiego, czy jakiegokolwiek innego człowieka, to nic nie znacząca sprawa i nie hańbi osoby, kóra to robiła, to mu się dziwię. Sprawą ciekawą jest i to, że ks. T. Isakowicz-Zaleski, w swoim konfabulacyjnym wywiadzie dla „Polski The Times” (30.01.2009r.), nic nie mówi o tym, że oficer „Pietro” interesował się „wolnymi miejscami parkingowymi”, „na co baczy gwardia szwajcarska?”, „czy lepiej wchodzić do Watykanu z krawatem, czy bez?”. Skąd, i w jakich okolicznościach oskarżony „wydobył” te informacje od księdza nie wiadomo. Już w dniu publikowania tych „rewelacji” dla Pionu Śledczego IPN-u było wiadomo, że w chwili zamachu oficer „Pietro” znajdował się w gmachu Ambasady PRL w Rzymie i jakie czynności urzędowe tam wykonywał. Wystarczyło tam zasięgnąć informacji, a nie konfabulować. A może nie chodziło tu o konfabulację, ale o podsunięcie śledczym określonego śladu? Ciekawe, czy tym śladem zajął się Pion Śledczy IPN? Szkoda, że Sąd tym się nie zainteresował, ale chyłkiem umorzył postępowanie.
    Sąd mógł uniknąć pójścia śladem interpretacji, wygodnej teraz dla oskarżonego Andrzeja Godlewskiego, gdyby zechciał zapoznać się z treścią Oświadczenia oskarżyciela prywatnego, przesłanego do Sądu już dawno, bo noszącą datę 02 września 2011 r.. Z tego Oświadczenia wynika, że pomówienie Andrzeja Godlewskiego mieści się w konkretnym kontekście społeczno-politycznym, o czym tam pisze. I tak: „(…) Analiza kontekstu opublikownia artykułu red. Andrzeja Godlewskiego o tytule „Esbecy jako świadkowie prawdy”, a także nagrania video w You Tube ( w dniu 29.01.2009r.) wskazuje na to, że zaszły tu pewne okoliczności wskazujące na to, że zaistniał tu zamiar bezpośredni (dolus directus) ze strony sprawców czynu zabronionego, wskazujący na to, że czyn ten popełniono umyślnie. Kwestia ta ma ogromne znaczenie dla rozstrzygnięcia w sprawie, gdyż z treści art. 8 i 9 KK wynika, że niezbędnym warunkiem do popełnienia przestępstwa, jakim jest występek, a takim jest przestępstwo z art. 212 & 2 KK, jest zaistnienie winy umyślnej, a także nieumyślnej, gdy ten ostatni element ustawa przewiduje. Z treści art. 9 KK wynika, że czyn zabroniony popełniony jest umyślnie, jeżeli sprawca ma zamiar jego popełnienia, to jest chce go popełnić, albo przewiduje możliwość jego popełnienia, na to się godzi (art. 9 & 1 KK).
    Jakie więc zaszły okoliczności, które ujawniałyby dolus directus (zamiar bezpośredni) ze strony oskarżonych w sprawie ? Okazuje się, że przez nieostrożność sam oskarżony, red Andrzej Godlewski wskazał na te okoliczności już w pierwszym akapicie swojego artykułu: „ Abp Józef Kowalczyk, nie był świadomym agentem wywiadu PRL, a przedstawiciele instytucji państwowych (IPN i TVP) prowadzą nagonkę na osobistego przedstawiciela papieża – pisze w liście do „Rzeczpospolitej” dr Edward Kotowski. Autor napisał ten list w trosce o relacje watykańskie, ponieważ „sam brał bardzo aktywny udział w ich przywracaniu po pół wiekowej przerwie”. Niesamowite.” I dalej, w akapicie drugim, red. Andrzej Godlewski pisze: „Dziś ten oficer komunistycznych tajnych służb ma czelność wystawiać świadectwa moralności i zapewniać, że troszczy się o dobro Kościoła i relacje z Watykanem. Nawet w Polsce trudno o podobne przykłady hipokryzji.”W akapicie czwartym red. Andrzej Godlewski też nie kryje swojego oburzenia i stwierdza: „Znakiem czasów jest fakt, że w momentach trudnych dla ludzi Kościoła głos zabierają dawni esbecy.”Wyraz swoim intencjom daje on także i w akapicie piątym, stwierdzając: „Ci, którzy przed 1989 r. zajmowali się zwalczaniem Kościoła, czują się teraz w obowiązku, by świadczyć o niewinności duchownych podejrzewanych o współpracę z komunistyczną bezpieką. Takich obrońców i świadków prawdy nie potrzebują ani abp Kowalczyk, ani inni biskupi.” (Podkreślenie moje).
    Skoro red.Andrzej Godlewski zadecydował o tym, że tacy świadkowie są niepotrzebni, to też i uznał, że ich trzeba zwalczać. Nie tylko uznał, ale i to od razu zrobił poprzez tenże artykuł, jak i poprzez nagranie umieszczone w You Toube. Przecież najlepiej jest takiego świadka kompletnie zdyskredytować stawiając go w fałszywym oskarżeniu. I to jest ten dolus ditrectus, a z niego wprost wynika wina umyślna.
    Dla porządku dodam, że na przestrzeni miesiąca stycznia 2009 r., w polskich mass-mediach ( 2 audycje w TVP Info, wypowiedzi we wszystkich programach Polskiego Radia i w prywatnych rozgłośniach radiowych oraz telewizyjnych, w prasie (ze szczególnym uwzględnieniem „Rzeczpospolitej” – co najmniej 3 artykuły red. Cezarego Gmyza)) była
    prowadzona oszczercza kampania przeciwko nuncjuszowi papieskiemu, któremu chciano „dorobić” działaność agenturalną, aby go zdyskredytować i osłabić jego wielkie szanse na awans w Kościele polskim, jakim była godność Prymasa Polski. W styczniu 2010 r. okazało się, że to ja, broniąc nuncjusza, miałem rację, bo red. Cezary Gmyz, rok później, odnalazł w IPN dokument, który oczyścił abpa Józefa Kowalczyka z tych niesłusznych podejrzeń.(Szczegóły w aktach sprawy III K 71/10). Zanim jednak do tego doszło, to ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, wszędzie gdzie tylko mógł, w towarzystwie dziennikarzy i także przedstawiciela IPN-u, rozgłaszał oszczerstwa, a w sukurs pośpieszyli mu, w ramach solidarności lustracyjnej, i tacy dziennikarze jak red. Andrzej Godlewski i red. Paweł Fąfara. Dodać trzeba, że opatrzenie fotografią z zamachu na życie Jana Pawła II-go artykułu, w pewnym dzienniku, na temat moich, w końcu, jak się okazało tylko dyplomatycznych kontaków, z abpem Józefem Kowalczykiem, miało dość jednoznaczną wymowę i uczyniło nam obu niepowetowaną krzywdę. Ci, co powtórzyli te absurdalne zarzuty, brali udział w
    czynieniu tej krzywdy i jak dotąd nie zdobyli się nawet na najmniejsze przeproszenie.
    Nawet przy daleko posuniętej dobrej wierze i nadzwyczajnej wyrozumiałości, trudno byłoby uznać, że oskarżeni dziennikarze „Polski The Times” działali z winy nieumyślnej, a koincydencja ukazania się obu publikacji, tuż po całościowym opublikowaniu przez Katolicką Agencję Informacyjną, i inne pisma katolickie, mojego listu w obronie abpa Józefa Kowalczyka do „Rzeczpospolitej”, a także ukazanie się, w tym kontekście, osławionego wywiadu ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego, także w „Polska The Times”(w dniu 30 stycznia 2009 r.) świadczy i o tym, że ta cała akcja była przeprowadzona z pełną premedytacją i złą wolą, aby osiągnąć zdyskredytowanie „niesłusznego” obrońcy, jakim byłem. Czy Sąd sądzi, że Andrzej Godlewski napisał to, co napisał, tylko tak sobie, bo miał taką chwilową wenę? Nie byłbym do tego stopnia naiwny. Nie od dziś wiadomo, że Andrzej Godlewski tkwi w określonym nurcie politycznym i nie pisze takich tekstów dla samego pisania, czy tylko dla „wierszówki.”
    Jak wiadomo, papież Benedykt XVI mianował abpa Józefa Kowalczyka arcybiskupem gnieźnieńskim i Prymasem Polski, co szczęśliwie dla Niego zakończyło sprawę. Na marginesie jednak wypada zadać i pytanie, jakie konsekwencje polityczne dla Polski miałoby to, gdyby prowokacja udała się ? Przecież nie od dziś wiadomo, jaką wagę posiada głos Prymasa Polski, zabrany w przełomowych chwilach, także politycznych. Czy inspiratorzy i wykonawcy tej oszczerczej kampanii zdawali sobie sprawę z konsekwencji tego działania ? Jak się wydaje, jest to jednak pytanie retoryczne. Nawet i wtedy, gdy ci ludzie teraz będą się tłumaczyć, że pomylili się w ocenie sytuacji i działali nieumyślnie. Tylko naiwni w to mogą uwierzyć, zważywszy na tamtejszy kontekst sytuacji politycznej i zaistniały już precedens skutecznego utrącenia arcybiskupiej nominacji ks. Stanisława Wielgusa, którego kontekst polityczny już jest dzisiaj dostatecznie jasny. Sprawa abpa Józefa Kowalczyka miała być tylko powtórzeniem już sprawdzonego w praktyce działania i miała służyć także ważnym i nie tylko doraźnym sprawom politycznym.
    Reasumując: W powyższej kwestii powinno mieć pełne zastosowanie sentencji Wyroku Sądu Najwyższego z 28.XI.1978r., VI KRN 246/78, gdzie stwierdza się, m.in.: „(…) Przestępstwo zniesławienia (art. 212 k.k.) może zostać popełnione tylko umyślnie – działanie sprawcy bezspornie musi być nasycone złą wolą i ze świadomością co do konsekwencji pomówienia (…)”.”
    Na marginesie, chciałbym przypomnieć, że pomówienie w rozumieniu art. 212 kk musi mieć chartakter wypowiedzi o faktach – nota bene – nieprawdziwych (tutaj stosuje się, w oparciu o treść art. 213 kk, zasadę przeprowadzenia dowodu prawdy ze strony oskarżonego), a nie czystej oceny, ponieważ wypowiedzi ocenne nie mogą być sprawdzane przez dowód prawdy, przewidziany w tym artykule. Jak twierdzę, nigdy nie dokonywałem czynności operacyjnych, mających na celu zbieranie informacji, o jakie posądził mnie oskarżony Andrzej Godlewski. Nie byłem też w chwili zamachu na papieża na Placu Św. Piotra. Jeśli oskarżony posiada takie informacje to powinien je udowodnić, a Sąd powinien mu to umożliwić, a nie w popłochu kończyć sprawę wydając dokument procesowy zamykający mi drogę do wydania wyroku sądowego. Więc, w tej sytuacji
    ocenianie przez Sąd może odbywać się tylko w granicach, czy oskarżony opublikował informacje prawdziwe, czy nieprawdziwe, a nie przede wszystkim tego, czy pokrzywdzony może się czuć pomówiony, czy nie pomówiony. Zasadę, że wypowiedzi ocenne nie mogą stanowić przestępstwa zniesławienia podkreślał wielokrotnie w orzeczeniach Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu, a w tym przypadku akurat o wypowiedzi ocenne przecież nie chodzi.
    Dodam jeszcze, że przestępstwo pomówienia może zostać zrealizowane wyłącznie umyślnie, bo inaczej zachodzi dekompletacja tegoż przestępstwa. Umyślność tego czynu, dokonanego przez oskarżonego Andrzeja Godlewskiego, została wystarczająco wykazana w moim Oświadczeniu z dnia 02 września 2011 r.. Niestety, Sąd tego dokumentu nie chciał, w jakikolwiek sposób, zauważyć, co odbiło się na jakości postępowania karnego i jego przedwczesnym, urwanym, zakończeniu.
    Czy ten tekst, dołączony do akt sprawy o sygn.: III K 1174/10 spowodował, z jakichś względów, taką interpretację Sądu wypowiedzi oskarżonego Andrzeja Godlewskiego, nie mnie o tym przesądzać. Koincydencja jednakże wydaje się dość oczywista.Moim zdaniem, pominięcie przez Sąd istotnych elementów artykułu Andrzeja Godlewskiego stworzyło przesłanki, aby stwierdzić, że ogólnikowe Uzasadnienie wytworzone przez Sąd jest po prostu nie na temat! Pomijając najistotniejsze fragmenty jego artykułu Sąd zajął wyraźnie stronnicze stanowisko w sprawie, co tłumaczy też pośrednio dokonane przez niego pociągnięcia proceduralne, kóre są złamaniem odpowiednich przepisów Kodeksu Postępowania Karnego. W każdym bądź razie, byłoby źle, aby ta decyzja procesowa mogła przesądzić i o tym, żeby opinia publiczna nie dowiedziała się od oskarżonego, jakie były faktyczne jego intencje, bo Sąd, swą decyzją procesową, która jest zaskarżana, uniemożliwia mu złożenie wyjaśnień w tej sprawie przed niezawisłym sądem. W tej sytuacji, opinia publiczna, może jedynie liczyć na dobrą wolę oskarżyciela prywatnego, który nie chce krzystać z dobrodziejstw art. 359 pkt 2), co niniejszym oświadcza. W tej sytuacji, red. Andrzej Godlewski, będzie jednak, jeśli odważy się na to – w co wątpię – mieć jedynie okazję do medialnego ustosunkowania się do sprawy. Znając jednak jego sposoby wypowiedzi w przedmiotowej sprawie, sądzę, że może się tylko przyczynić do dalszego skomplikowania tej kwestii.
    Trzeba podkreślić, że zgodnie, przynajmniej z duchem, jeśli nie z treścią art. 424 & 1 pkt 1 i 2 kpk, uzasadnienie Postanowienia, moim zdaniem, powinno zawierać wskazanie, jakie fakty sąd uznał za udowodnione lub nieudowodnione; na jakich w tej mierze oparł się dowodach i dlaczego nie uznał dowodów przeciwnych, a ponadto powinien wskazywać wyjaśnienie podstawy prawnej Postanowienia. Uzasadnienie powinno zawierać ustalenia i rozważania będące w swej istocie pewnym sprawozdaniem ze stosowania w toku postępowania przepisów normujących to stadium postępowania karnego. Takie stanowisko prowadzi do możliwości stworzenia pewnego schematu sporządzania uzasdnienia, które powinno zawierać ustalenia Sądu co do okoliczności istotnych dla rozstrzygnięcia w sprawie, przedstawienie przeprowadzonych dowodów z jednoczesnym dokonaniem ich oceny i określeniem znaczenia dla przyjętych ustaleń, we wzajemnym ich powiązaniu oraz wyjaśnienie podstaw merytorycznego rozstrzygnięcia w sprawach właściwych dla Postanowienia . W orzecznictwie sądowym stwierdza się, że uzasadnienie powinno wskazywać logiczny proces, który doprowadził Sąd do wniosku o winie lub niewinności oskarżonego. (Wyrok SN z 06.10.2009 r., WA 31/09, OSNw SK 2009/1/1936).
    Uzasadnienie Postanowienia w sposób oczywisty nie spełnia wskazanych wymogów, ponieważ zostało sporządzone z rażącym naruszeniem prawa procesowego, t.j. artykułu 424 & 1 i 2 kpk, co miało wpływ na jego treść i wartość merytoryczną. Uzasadnienie to jest rażąco lakoniczne,pomijające najistotniejsze elementy w sprawie, przez co uniemożliwia dokladniejszą ocenę merytoryczną tego dokumentu procesowego i czyni zarzuty wobec oskarżyciela prywatnego o jego nadinterpretacji czy „subiektywnych” i „błędnych odczuciach,” przedmiotowych publikacji nieuzasadnionymi.
    Na uwagę zasługuje też brak poglębionej oceny zebranego materiału dowodowego, w szczególności materiału dostarczonego przez oskarżyciela prywatnego w formie Aktu Oskarżenia i Oświadczeń, które mają istotne znaczenie dla całokształtu oceny sprawy. Sąd, de facto, nie poczynił żadnych ustaleń faktycznych i nie wiadomo dlaczego, domyślnie, dał wiarę jedynie autorowi publikacji, i to tylko na podstawie subiektywnej oceny tekstu, w wyniku jedynie własnej lektury.
    Reasumując, zebranego materiału Sąd nie ocenił prawidłowo przy zastosowaniu obowiązujących zasad procesowych, m.in. dyrektywy swobodnej oceny dowodów z art. 7 kpk w oparciu o całokształt okoliczności ujawnionych przez oskarżyciela prywatnego (art. 410 kpk), zważając by uzasadnienie spełniało wymogi ducha art. 424 & 1 kpk.
    Mając powyższe na uwadze, wnoszę o uwzględnienie niniejszego Zażalenia i na podstawie art. 40 & 1 pkt 6), a także z uwagi na swoiste poczucie gustu moralnego i prawnego, o wyłączenie Sędziego, który wydał zaskarżone Postanowienie, z dalszego prowadzenia postępowania sądowego w niniejszej sprawie i wszczęcie wobec niego postępowania dyscyplinarnego w oparciu o stosowne przepisy i procedury prawne.
    Z wyrazami szacunku
    dr Edward Kotowski
    (oskarżyciel prywatny)”

    I to byłoby tyle. Aż tyle! Jeśli Redakcja uzna, że ten tekst trzeba umieścić w bardziej poczesnym miejscu, to nie mam nic przeciwko temu.
    Dr Edward Kotowski (18 listopada 2011r., godz. 10.46).

  17. brak podpisu elektronicznego powiedział/a

    Edward Kotowski

    Rozprawa o sygn. akt III K 71/10: JAWNA !!!

    Szanowni Czytelnicy!

    Zgodnie z wielokrotnie wyrażaną moją intencją, aby postępowanie sądowe w sprawie z oskarżenia prywatnego przeciwko ks. Tadeuszowi Isakowiczowi-Zaleskiemu, odbywało się jawnie, w dniu 06 grudnia 2011 r. skierowałem do Sądu następujący Wniosek:

    „dot. sprawy sygn.akt: III K 71/10

    Sąd Rejonowy dla Warszawy Mokotowa
    III Wydział Karny
    00-873 Warszawa
    ul. Ogrodowa 51 a

    WNIOSEK

    W oparciu o treść art. 359 pkt 2 kpk, jako pokrzywdzony w sprawie III K 71/10, niniejszym wnoszę, aby rozprawa główna odbywała się jawnie.

    Z wyrazami szacunku
    dr Edward Kotowski

    Egz. nr 1 – adresat
    Egz. nr 2 – a/a”

    Informuję, że od tej pory nie ma jakichkolwiek przeszkód, aby mass media mogły śledzić przebieg nie tylko rozprawy głównej, ale także i mieć wgląd do akt sprawy o sygn. akt: III K 71/10. Wynika to z tego, że z chwilą zgłoszenia takowego Wniosku, stanowisko pokrzywdzonego jest wiążące dla Sądu,

    dr Edward Kotowski

  18. brak podpisu elektronicznego powiedział/a

    z http://piotr.salon24.pl :
    @Piotr Stróż
    Jako „nobilitowany” szpieg, „figurujący” na poczesnym miejscu w rankingu światowym ludzi tej profesji, chciałbym poświęcić kilka zdań na podsumowanie obecnego etapu sprawy III K 71/10.
    Zacznę od nawiązania do kuriozalnego rozpoczęcia procedury rozprawy głównej, w dniu 1 grudnia 2011 r. i jej nieoczekiwanego zakończenia, które z niezrozumiałych dla mnie powodów wprawiło w euforię oskarżonego ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego, jak i jego licznych zwolenników przybyłych do Sądu i tu go wspierających. Patrząc na jego „triumfującą” minę, gdy wychodził z sali Sądu i ogłaszał umorzenie sprawy z powodu niestawienia się na sali oskarżyciela prywatnego, zastanawiałem się, czy on zdaje sobie sprawę z tego, co zaszło ? Wydaje się, że on nie zrozumiał tej sytuacji, bowiem z powodów proceduralnych, o których nie warto tu już mówić, doszło do tego, że kwestia jego niewinności, którą tak namiętnie przed procesem głosił, nie doczekała się potwierdzenia sądowego.Oznacza to, że w odczuciu opinii publicznej nie doszło do jego samooczyszczenia się przed sądem, co tu mówić, z bardzo poważnego zarzutu, o tym, że mówił nieprawdę. Dla duchownego jest to szczególnie zarzut poważny i obciążający jego misję społeczną. Ja, na jego miejscu z przebiegu wydarzeń w Sądzie nie cieszyłbym się, a wręcz odwrotnie, prosiłbym Sąd, aby spowodować skuteczne powiadomienie oskarżyciela prywatnego, aby ten wszedł na salę sądową. Zależałoby mi bowiem na tym, gdybym czuł się niewinnym, aby Sąd to potwierdził. Chyba, że ktoś czuje się winnym i nie chce rozstrzygnięcia sądowego? Nie dojście do wydania wyroku sadowego, z przyczyn proceduralnych nie jest jakąkolwiek wygraną osoby niewinnej! Odwrotnie, jest przegraną ! Czyżby aż problem był taki trudny dla oskarżonego, że wolał przegrać, tylko w sposób mniej dokuczliwy! ? Zdawałem sobie sprawę, że może coś wyniknąć dla mnie niekorzystnego z mobilizacji stronników księdza, ale nie zakładałem, że będzie to, co się stało. Dlatego też świadomie upubliczniłem akt oskarżenia, w którym jest zawarte to wszystko, co obciąża oskarżonego, bo spodziewałem się, że z powodu kruczków formalnych, może nie dojść do odtajnienia rozprawy. Jak zauważyłem na wokandzie to się stało, a z późniejszych medialnych enuncjacji księdza wynikało, że był on zgorszony tym moim zachowaniem. Czyżby utajnienie sprawy było mu na rękę ? Rzecz jasna, wpierw, upubliczniłem wszystkie inne dokumenty w tej sprawie, bo wiedziałem, że to jest jedyny sposób na dotarcie z prawdą do opinii publicznej, a nie byłem na tyle naiwny, aby ufać, że procedury sądowe – i nie tylko – będą mnie sprzyjać. Nie wiem, czy Sąd Okręgowy w Warszawie uwzględni moje Zażalenie ? I to nie jest już aż tak istotne z punktu mojego osobistego interesu. Jest bardziej istotne z punktu widzenia interesu prawdy jako takiej i interesu wymiaru sprawiedliwości. Pan, Panie Piotrze, jako matematyk z wykształcenia, a zatem dobry logik, znakomicie wyczuł, że chodzi tu tylko o mały „drobiazg”, t.j. o prawdę o „Proroku”, jako o elemencie rozstrzygającym, w pewnym równaniu.Pozdrawiam.

  19. [...] Także krakowianie solidarni z oskarżonym Księdzem Tadeuszem Isakowiczem-Zaleskim [...]

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.